Zmiana nawyków, bez względu na to jakiego tematu dotyczy, musi odbywać się zgodnie z pewnym prostym schematem. Ważny jest schemat, a nie jego treść!!!

Więc tak. Trzy zasady odnośnie zmiany nawyków:
1.wprowadzaj je powoli, stopniowo. Sukcesywnie zwiększaj zakres.

Jeśli chcesz zmniejszyć porcję posiłków – zdejmij łyżkę, ALE tylko jedną! Po tygodniu dwóch, kiedy ta porcja „opatrzy się”, stanie się nowym nawykiem, zdejmij kolejną – i tak znów przez 2, 3 tygodnie. NIE SZYBCIEJ!!! Nowy nawyk musi mieć czas się zaadaptować.

Jeśli chcesz zacząć biegać: biegnij minutę, a 4 min maszeruj – i tak 3-4 razy. Później 2 minuty biegnij, 3 maszeruj – i tak 3-4 razy. Później 3 minuty biegnij, 3 – maszeruj… rozumiesz już?:) Jak już będziesz biegać bez marszu – zwiększać dystans lub czas trwania 🙂

STOPNIOWO!!!

 

2.wprowadzany nawyk musisz lubić. Tzn.nie powoduje on reakcji ” znowu…” tylko „w końcu”😉

Nie zaczynaj biegać jeśli tego nie lubisz (może wolisz jogę lub jazdę na rowerze).

Nie wprowadzaj owsianki na wodzie – choćby najzdrowszej, jeśli jej nie znosisz – ale poszukaj rozwiązania. Może okaże się, że ta przygotowana na mleku jest świetna,albo z dodatkiem miodu. a może nie owsianka a jaglanka? Przecież i tak będzie lepsza od codziennie smażonych jajek 🙂

Nawyk należy lubić. W przeciwnym wypadku jak wyobrażasz sobie coś czego nie znosisz, przez resztę dni swojego życia. Co innego, gdy coś uwielbiasz – to ma szanse się utrzymać.

3.wprowadzany nawyk ma być możliwy do realizowania. Nie „jakoś dam rade” tylko „tu mam na to czas” (ja po 20😉), „takie mam możliwości”

Nie planuj posiłków w godzinach w których musisz pracować, masz odwieźć dzieci do szkoły czy przeważnie jest najwięcej do zrobienia w domu.

Nie zapisuj się na basen, skoro najbliższy jest 30 km dalej. A może dystans jest do realizacji, ale koszt dojazdu czy samego karnetu już nie? A może po prostu zajmuje Ci to zbyt dużo czasu przez co zaniedbujesz inne obowiązki?

Nie używaj silnej woli – ona zawsze się kończy! Zamiast tego poszukuj czegoś co „wkomponuje” się w Twoje życie.

Ja wróciłam do biegania po ponad roku😉

Spełniłam wszystkie 3 kryteria:

Ad.1 – przebiegłam się 2 min, przeplatając bieg marszem

Ad.2  – ja uwielbiam biegać, pływanie kocham, ale latem w jeziorze (suszarki na basenie vs. moje włosy – 1:0 :))

Ad. 3 – mam blisko fajne miejsca do biegania, wybieram się tam po 20, czyli po zamknięciu dnia jako matka, żona i psycholog 🙂

Czas przestać akceptować to co Ci nie pasuje!! Nie poddawaj się myśleniu „wszystko albo nic” – nie musisz biegać wyczynowo:)

Wczoraj nawet chodnik dał znać że to była dobra decyzja, pomimo że nie obyło się bez wypadków (o czym świadczy wątpliwa czystość butów)🤣